Kasprowicz, Hymny, Z wichrów i hal |
Jan Kasprowicz
Z wichrów i hal, Z Tatr Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach Żonie poświęcam I W Ciemnosmreczyńskich skał zwaliska, Gdzie pawiookie drzemią stawy, Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy Na plamy szarych złomów ciska. U stóp mu bujne rosną trawy. Bokiem się piętrzy turnia śliska, Kosodrzewiny wężowiska Poobszywały głaźne ławy. Samotny, senny, tłumacz przysięgły warszawa zadumany, Skronie do zimnej tuli ściany, Jakby się lękał tchnienia burzy. Cisza. O liście wiatr nie trąca, A tylko limba próchniejąca Spoczywa obok krzaku róży. II Słońce w niebieskim lśni krysztale, Światłością stały się granity, Ciemnosmreczyński las spowity W blado-błękitne, wiewne fale. Szumna siklawa mknie po skale, Pas rozwijając srebrnolity, A przez mgły idą, przez błękity, Jakby wzdychania, jakby żale. W skrytych załomach, w cichym schronie, Między graniami w słońcu płonie, Zatopion w szum, krzak dzikiej róży. Do ścian się tuli jakby we śnie, A obok limbę toczą pleśnie, Limbę, zwaloną tchnieniem burzy. III Lęki! wzdychania! rozżalenia, Przenikające nieświadomy Bezmiar powietrza!. Hen! na złomy, Na blaski turnic, na ich cienia Stado się kozic rozprzestrzenia; Nadziemskich lotów ptak łakomy Rozwija skrzydeł swych ogromy; Świstak gdzieś świszcze spod kamienia. A między zielska i wykroty, Jak lęk, jak żal, jak dech tęsknoty Wtulił się krzak tej dzikiej róży. Przy nim, ofiara ach! zamieci, Czerwonym próchnem limba świeci, Na wznak rzucona świstem burzy. IV O rozżalenia! o wzdychania! O tajemnicze, dziwne lęki!. Ziół zapachniały świeże pęki Od niw liptowskich, od Krywania. W dali echowe słychać grania: Jakby nie z tego świata dźwięki Płyną po rosie, co hal miękki Aksamit w wilgną biel osłania. W seledyn stroją się niebiosy, Wilgotna biel wieczornej rosy Błyszczy na kwieciu dzikiej róży. A cichy powiew krople strąca Na limbę, co tam próchniejąca Leży, zwalona wiewem burzy. |
| 2008-11-26 09:51:10 |